sobota, 11 maja 2013

My world : 7

Trzymając mnie za rękę powoli prowadził na środek altany.
-Tylko, że ja nie umiem tańczyć…
-Ale ja umiem, nie martw się nauczę cię - jednym zwinnym ruchem obrócił mnie tak, że staliśmy na przeciwko siebie. Kapela grała głośno kawałek "God damn you're beautiful" Chestera See. Lewą ręką objął moją talię skracając przestrzeń między nami. Staliśmy praktycznie przytuleni. Oświetlała nas jedynie pełnia księżyca i rozwieszone lampki. Zamknęłam oczy. Bałam się, że kiedy je otworze to wszystko zniknie i okaże się, że to tylko sen... najpiękniejszy sen w moim życiu.
-Daj się prowadzić to łatwe – i uniósł prawą rękę, a ja powoli obróciłam się wokół własnej osi. Był ode mnie o głowę wyższy, więc nie patrzyliśmy sobie w oczy. Poczułam jego oddech na mojej głowie. Ciarki rozeszły się po całym moim ciele. Gorące uczucie rozpalające mój żołądek nie opuszczało mnie ani na moment. Miałam wrażenie, że poliki rumienią mi się z każdą sekundą coraz bardziej. Poczułam jego oddech na swojej szyi. Zamarłam. Kolejne dreszcze przebiegły przez moje ciało.
-Kto cię nauczył tak tańczyć? – Obrócił mnie jeszcze raz i trochę mocniej przyciągnął. Kołysaliśmy się tak delikatnie, niczym łódka na bezkresnym morzu.
- Moja babcia… To nic, że sięgałem jej do pasa i miałem za duże buty ojca, była świetną tancerką. – Uśmiechnął się niby do mnie niby do siebie, ale był to uśmiech ponury. Na chwile jego oczy zamarły. Musiał przypominać sobie pierwsze lekcje tańca, które dawała jego babcia.
-Nie wiem czy mnie by nauczyła… Jestem totalnym beztalenciem – uśmiechnęłam się do niego mając nadzieje, że się troszkę rozchmurzy.
-Ona nie żyje. - Ktoś musiał uderzyć mnie pięścią w brzuch. „Głupia idiotko, trzymaj język za zębami. Wszystko potrafisz spartolić”. Ciężkie kamienie opadły na dno mojego żołądka. Czułam się okropnie. Jak mogłam sprawić mu przykrość, każąc wracać wspomnieniami do swojej zmarłej babci. Nigdy nie czułam się tak głupio.
-Nie martw się zmarła dawno, dawno temu – i znów powrócił jego dawny serdeczny uśmiech.-W końcu chwila spokoju - wyszeptał mi do ucha odgarniając włosy na bok. -Masz długie włosy i wchodzą mi do buzi… -Musiałam zrobić speszoną minę, bo zaraz zaczął się usprawiedliwiać.
-Ale są bardzo ładne… Takie długie… nie wchodzą ci do oczu? Są ładne nawet bardzo ładne… tylko, że… no jakby ci tu powiedzieć… nie praktyczne…
-Wiesz kto co lubi. Mi się podobają długie włosy, więc mam długie włosy – uśmiechnęłam się po raz kolejny. Coś czerwonego mignęło za plecami Harry’ego.
-Dobrze ci idzie. Jak na pierwszy raz całkiem nieźle, tylko postaraj się nie deptać moich stup.- Zarumieniłam się.
-Przepraszam mówiłam, że nie umiem tańczyć.- Wychyliłam się zza pleców Harry’ego. Zobaczyłam Mady stojącą przed domkiem. Wpatrywała się w nas z taką zazdrością jakiej nigdy nie widziałam u żadnego człowieka. Miałam wrażenie, że chciała zabić mnie spojrzeniem. Skrzyżowała ręce na piersi posłała lodowate spojrzenie, pogardliwie prychnęła i odeszła do stojącej w środku budynku Belli. Nie przejęłam się tym, tańczyłam dalej. Nagle mój telefon zaczął dzwonić. Chwyciłam swoja torebkę, grzecznie przeprosiłam partnera i szybko odebrałam.
-Hallo? - spojrzałam na Harry'ego. Wpatrywał się we mnie z nie małym zdziwieniem. W słuchawce słychać było głos Alice tylko, że trochę inny, bardziej zdesperowany i zdenerwowany.
-Gdzie jesteś? Musisz szybko do mnie przyjść! - wykrzykiwała.
-Co?! Co się stało?
-Szybko! Jesteśmy na sali! Elizabeth… ona…- W tym momencie rozłączyła słuchawkę. Na moment serce przestało mi bić
-Musze lecieć! Alice… Znaczy Elizabeth… coś jej się stało… przepraszam- Wybiegłam za Harry'ego. W tle słyszałam jego krzyki "Co się stało?!". Nie myślałam o nim, chciałam jak najszybciej być przy Alice i dowiedzieć się cokolwiek o Elizabeth. Kiedy dobiegłam zobaczyłam siedzącą na krześle Alice. Twarz schowaną miała w dłonie. Była mocno przestraszona.
-Co się stało? - Zdyszana zapytałam Alice. Dziewczyna powoli podniosła czarną od tuszu twarz.
-Elizabeth... zmęczyła się i upadła.... - wybuchła płaczem.
-Co? Ale co jej jest?!
-Nie wiem... tańczyła i nagle źle się poczuła i zemdlała …-Stanęłam jak wryta, Niall przytulał i pocieszał Alice. Łzy stanęły mi w oczach.
-Jak to? Przecież jak wychodziłam czuła się świetnie !- Stawałam się coraz bardziej nerwowa. – Gdzie teraz jest?
-Pan Brown zabrał ją do domku dla nauczycieli. Zadzwonili po lekarza, mówili, że to nic poważnego, zwykłe osłabienie… Wiesz jak się wystraszyłam?- I ponownie wybuchła płaczem. – Leżała na parkiecie… nie ruszała się…
-Już wszystko dobrze, nie martw się nic jej nie jest – przytuliłam ją mocno do siebie.
-T-tak wiem, próbowałam ją obudzić… A kiedy otworzyła oczy…
-Ciiii już dobrze – pogłaskałam ją po głowię. Twarz miała zaczerwienioną od łez. Gdy już wszystko w miarę się uspokoiło razem z Alice wróciłyśmy do domku. Impreza wciąż trwała, w końcu było trochę po północy. Zadzwoniłyśmy do pana Browna. Bardzo nas uspokoił – powiedział, że Eliz nic nie jest i tak jak podejrzewali to zwykłe osłabienie. Lekarz dał jej coś na wzmocnienie i za godzinę zjawi się w naszym domku. Alice i ja byłyśmy nieco zmęczone. Usiadłyśmy w fotelach i zaczęłyśmy zastanawiać się nad przyczyną jej osłabienia.
-A może dlatego, że ostatnio nic nie jadła? Odkąd poznała Gregory ‘ego jakoś tak mniej je, ale powinien ktoś ją uświadomić, że samą miłością nie da się żyć.
-Wiesz może... tak to chyba to... -Alice była już tak zmęczona całą tą sytuacją, że nie miała siły nawet o tym mówić. Czekałyśmy w milczeniu, aż do naszego domku weszła Elizabeth. Szybko podniosłam się z łóżka i pobiegłam ją przytulić.
-Zdajesz sobie może sprawę z tego jak nas nastraszyłaś? – Spojrzałam na Eliz. Twarz miała trochę bladą, ale wesołą.
-To nic, po prostu zasłabłam. Zanieśli mnie do domku nauczycieli. Gregory zadzwonił po lekarza. W domku mieli małą apteczkę, ale nic w niej nie było. Lekarz stwierdził, że to z powodu niedożywienia. Wszystko teraz jest okej. Zjadłam zupę, a potem dostałam leki na wzmocnienie… Szkoda tylko, że przerwałam wam tą dyskotekę…
-Przestań! Najważniejsze, że tobie nic nie jest! – Alice przytuliła ją do siebie, a po chwili już wszystkie trzy stałyśmy przytulone.
-No dobra opowiadaj jak tam z Niall’em?  - Zapytała podekscytowana Eliz.
-Muszę wam wszystko opowiedzieć! To był najpiękniejszy dzień w moim życiu… do pewnego momentu – Alice spojrzała się „gniewnie” na Elizabeth.
-Przepraszam… - zaśmiała się i Alice zaczęła swoją opowieść. Wszystkie śmiałyśmy się piszczałyśmy i wzdychałyśmy bezkońca. Po Alice zaczęła Elizabeth, a po Eliz nadeszła moja kolej.
-A ty jak się bawiłaś? Widziałam Harry’ego tańczącego z Mady.Byłaś trochę zła, powiedziałaś, że idziesz na dwór, a potem ślad po tobie zaginął. Gdzie byłaś? – Zapytała mocno zaciekawiona Alice.
-Byłam się przejść… mówiłam, że nie lubię takich imprez… - Nie wiem czemu skłamałam. Sama  zaskoczyłam się swoją odpowiedzią.
-A to w takim razie powróćmy do naszych opowiadań – zasugerowała Alice trącając Eliz łokciem.

-Tak, nasze są ciekawsze – Elizabeth posłała mi pełen życzliwości uśmiech i zaczęło się od nowa: wzdychanie piszczenie i tak dalej. Długo rozmawiałyśmy tej nocy, zwłaszcza na temat chłopców.

1 komentarz:

  1. pięknie piszesz nie mogę się doczekać kolejnej części :)

    OdpowiedzUsuń